Neurolog Białystok Prof. dr n. med. hab. Wojciech Sobaniec specjalista Neurologii dziecięcej i Pediatrii - Prywatna Praktyka Neurologiczna

Szukaj
Idź do spisu treści

Menu główne

Moje synapsy w neurologii – niech przemówią nazwiska i wspomnienia (chwila wspomnień i refleksji )

W życiu osobistym, zawodowym oraz naukowym
miałem szczęście do dobrych, przyjaznych ludzi. Jednak
wszystko, co zdobyłem, do czego doszedłem, w dużej
mierze zawdzięczam rodzinie. Ojciec sybirak, adiunkt UM
zmarł wcześnie, kiedy byłem licealistą. Tak więc Matka
przyczyniła się do ukształtowania mojego charakteru,
nauczyła szacunku do pracy (również fizycznej) i drugiego
człowieka. Przez całe życie była pedagogiem. W czasie
wojny, jako młoda dziewczyna w AK, sanitariuszka, prowadziła
tajne nauczanie. Potem zajmowała się nami (mną i
młodszą siostrą) jednocześnie organizując po wojnie średnie
szkolnictwo medyczne. Wychowała liczne rzesze pielęgniarek
i położnych.


„Moja matko ja wiem, tyle nocy nie spałaś.
Gdym opuszczał mój dom, aby iść w obcy świat.
I na szczęście dalekie, lniany ręcznik mi dałaś,
Haftowany przez ciebie, wzorzysty jak kwiat”


Idee i zamierzenia poprzedniczki rozwija moja Małżonka,
doktor medycyny. Stworzyła dom polski, w którym
kształtowały się charaktery dwóch synów, również działających
wokół medycyny, jednocześnie pracujących na
rzecz osób potrzebujących pomocy i leczenia.
Intencje działania wokół spraw innych ludzi pociągały
mnie od wczesnej młodości. Do chwili obecnej funkcjonuje
jako instruktor harcerstwa, wolontariusz, pedagog
i lekarz. Założyłem fundację „Nadzieja Szansa” na rzecz
dzieci specjalnej troski. Odnajduję w tej działalności również
osobistą satysfakcję i możliwość samorealizacji.


Z pracą badawczą zetknąłem się w latach sześćdziesiątych,
w Studenckim Kole Naukowym Farmakologów.
Dzięki świetnym opiekunom (prof. Andrzej Danysz
i dr Ryszard Panek,), zgłębiałem tajniki metod analitycznych
badań na zwierzętach, procesów lipidowej peroksydacji,
istotę drgawek eksperymentalnych i padaczki in vivo
i vitro. Owocuje to do chwili obecnej, ponieważ jako klinicysta
często wracam do takich doświadczeń pogłębiając
badania patologii mózgu w hodowlach neuronów, analizując
mechanizmy działania ośrodkowego wybranych neurotransmiterów
i leków.


W roku 1971, po ukończeniu studiów w Alma Mater
Bialostocensis kontynuowałem dalej naukę na Studium
Doktoranckim, co zaowocowało dysertacją zatytułowaną
„Właściwości ośrodkowe trypsynowych produktów degradacji
albumin”. W ślad za tym nastąpiły pierwsze publikacje
i przychylne przyjęcie wyników badań (Nagrody
Sekretarza Naukowego PAN i Ministra Zdrowia). I wtedy
nadszedł czas – pewnie dojrzałem, aby wiedzę teoretyczną
skierować w kierunku pacjenta.


Specjalizacja z pediatrii, a następnie praca na Oddziale
Neurologii Dziecięcej w Klinice kierowanej przez Panią
Profesor Eleonorę Jankowicz. To były piękne dni i niezapomniane
czasy. Zawodu uczyłem się u Pani adiunkt Kleopatry
Czerwińskiej, osoby z wielkim doświadczeniem
klinicznym, wyjątkowej kresowej urody, z niebywałym
taktem i aparycją.
Pani Doktor demonstrowała wszechstronną wiedzę
i wykształcenie. Przez lata wiedliśmy dyskusje szerokie,
zarówno o istocie schorzeń neurologicznych, jak również o
sprawach innych, kulturze, sztuce, kulinariach i ogrodnictwie.
Na posesji swojej mam wiśnię od Pani Doktor, którą nazywam
Kleopatra.


Pobyty szkoleniowe w polskiej kolebce Neurologii Dziecięcej
w Gdańsku u Pani Prof. Zofii Majewskiej, w Instytucie
Matki i Dziecka u Prof. Jagny Czochańskiej i Doc. Zbigniewa
Łosiowskiego. Były to czasy, kiedy nie mogliśmy korzystać
z dzisiejszych, współczesnych badań dodatkowych, neuroobrazowania
jakimi jest CT i NMR. Wykonywaliśmy jedynie
w szczególnych przypadkach radykalne badanie, jakim
była odma czaszkowa, nakłucie lędźwiowe, czy angiografia
naczyń mózgowych. A zapisy EEG były utrwalane pisakami
atramentowymi na stertach papieru.
Mimo ograniczonych możliwości diagnoza była stawiana
przede wszystkim dzięki dokładnie zebranym
wywiadom, objawom, badaniu i opanowaniu zespołów
neurologicznych. Liczyła się logika myślenia i wnioskowania,
tak zwany nos i doświadczenie kliniczne.


Kiedy w Polsce zaczęły funkcjonować pierwsze tomografy
komputerowe odbyłem ponad czterdzieści lotów
samolotem z dziećmi z Białegostoku do Warszawy, lądując
na polowym lotnisku w Centrum Zdrowia Dziecka.
Już wtedy zaczęły się pierwsze, serdeczne kontakty z Prof.
Sergiuszem Jóźwiakiem, dr Tomaszem Kmieciem, które
kontynuowane są do chwili obecnej.


Wracając pamięcią do tamtych czasów (lat osiemdziesiątych)
cały czas wspominam moją kochaną nauczycielkę
Panią Prof. Eleonorę Jankowicz. Wielkiej klasy praktyk i
badacz. Jednocześnie osoba bardzo skromna i serdeczna.
Wyszła, podobnie jak Prof. Dilling-Ostrowska, ze szkoły
Profesor Majewskiej. Do końca swoich dni byłą moim osobistym
doradcą klinicznym i naukowym.
Gościłem Ją w domu we wszystkie święta, a na emeryturze
również w mojej Klinice. Miała swoje miejsce przy
biurku i chętnie uczestniczyła w obchodach.
Do końca swych dni pozostała osobą samotną. Tę
tajemnicę rozwikłałem dopiero po jej śmierci. Urodziła się
na kresach w Postawach. W czasie wojny, jako licealistka
uczestniczyła w AK w wileńskiej Akcji „Brama”. Jej chłopak,
wielka miłość, został po powstaniu zesłany przez bolszewików
na Syberię, gdzie zmarł na tyfus. Pozostała mu
wierna do końca życia.


Podobnie trzej inni moi nauczyciele, cytowany Prof.
Danysz, Jerzy Majkowski i Zdzisław Huber, za czasów
komuny nie ujawniali, że byli żołnierzami AK.
Od osoby bardzo mi przychylnej, nestora polskiej Epileptologii,
Prof. Majkowskiego nauczyłem się kilku kwestii.
Jako światowej klasy naukowiec, wyjątkowo logicznie
i syntetycznie myśli i wnioskuje. Jak mało kto potrafił
połączyć eksperymenty badawcze na zwierzętach z pracą
klinicysty i nauczyciela akademickiego. Z Jego licznych
rad i doświadczeń korzystałem ustawiając badania, a także
ucząc się m.in. elektrofizjologii i badania EEG.
Był także wymagającym, obiektywnym recenzentem
mojego dorobku habilitacyjnego i profesorskiego. Kiedy
jechał na moje kolokwium habilitacyjne do Białegostoku
spóźnił się pociąg. Na stacji w Małkini Drogi Jerzy przekazał
telefonicznie do dziekanatu zagadnienia, z których
przepytał mnie następnie inny egzaminujący Prof. Zdzisław
Huber. Prof. Majkowski zdążył na koniec kolokwium,
po to, aby zagłosować i podpisać protokoły.
Na przyjęciu wznosząc toast za Uniwersytet Medyczny
w Białymstoku, przedstawił jednocześnie z humorem
krótki wykład na temat roli i znaczenia czerwonego wina
w kulturze i medycynie.


W Klinice, dzięki przychylności Pani Prof. Jankowicz,
tworzyłem mój własny, pierwszy warsztat badawczo-naukowy.
Rozwijając doświadczenie obejmujące farmakokinetykę
nowych leków przeciwpadaczkowych, zorganizowałem
od podstaw pracownię chromatografii, w której
oznaczane były poziomy benzodiazepin, karbamazepiny i
kwasu walproinowego. Dało to okazję do nawiązania ścisłych
więzi koleżeńskich i naukowych, z innymi osobami
specjalizującymi się w kraju w tej dziedzinie, jakimi byli
Barbara Steinborn i Andrzej Kozik. Przegadałem z nimi
wiele wieczorów, prowadząc dyskusje o nielinijnej kinetyce
fenytoiny, walproinianów, czy benzodiazepinach, ich
wzajemnych interakcjach i wpływie na napady i zapis EEG.
Te długie Polaków rozmowy były przeplatane piosenkami
Okudżawy, Wertyńskiego i studenckimi. Andrzej świetnie
akompaniował na gitarze.
„Między nami, po ulicy, pojedynczo i grupkami
Snują się okularnicy ze skryptami…”
Odszedł nagle i przedwcześnie do Pana. Nasze wzajemne,
wyjątkowe stosunki i kontakty pozostały w pamięci
i wspomnieniach.


Z tych dyskusji powstało pojęcie monitorowanego
leczenia padaczki. Dotyczyło ono nie tylko oznaczania stężenia
leków przeciwpadaczkowych w surowicy krwi, lecz
również śledzenia postępu leczenia z analizą napadów i
zapisu EEG.


Wspominając po latach moje synapsy, naukowe i
kontakty, jakie zadzierzgnąłem w zakładach i klinikach,
czułem się w obowiązku, jako adiunkt dalej rozwijać ten
ruch i spłacać dług względem moich poprzedników. Przez
lata byłem opiekunem studenckiego koła neurologów, w
którym kontynuowałem tą działalność. Z tych struktur
wyszło liczne grono moich obecnych współpracowników,
których wyjątkowo cenię i szanuję.


W latach osiemdziesiątych, w pierwszych dniach Stanu
Wojennego do mojej pracowni zgłosił się student. Przedstawił
się – mam na imię Wojtek. Słyszałem, że jest organizowany
turnus rehabilitacyjny dla dzieci specjalnej troski
i zbieracie talony na benzynę, kartki na mięso i produkty
żywnościowe. Przed sobą dźwigał z darów worek mleka
w proszku.


Tak zaczęła się nasza współpraca, która trwa do chwili
obecnej. Na początku obozy studenckie, badania naukowe,
prezentacje, pierwszy komputer, programy do obróbki
danych i wyjazdy. Przedstawianie i publikowanie wyników
badań w kraju i za granicą.


Wspominam wspólny wyjazd naukowy do stolicy naddunajskiej.
Wśród osób jadących kuszetką, w przedziale
6-osobowym spotkaliśmy się z Profesor Czochańską, Zgorzalewicz,
Majkowskim i Wendrofem. Na stoliku znalazła
się flaszeczka samodziałki z białowieską trawką od żubrów,
Panie podzieliły domowe kanapki. Naukowym dysputom
nie przeszkodziły dwukrotne odprawy graniczne. W
godzinach rannych pociąg wtoczył się na stary, secesyjny
dworzec w Wiedniu. Po prezentacji wystąpień w pałacu
Hofburg odbył się słynny bankiet i przyjęcie w rathausie.
Wspólnie z ekipą prof. Majkowskiego zeszliśmy z parkietu
ostatni, nad ranem żegnając się słynnym hasłem chemików
– „my nie soli ani z roli, tylko z różnych alkoholi”.
Rok później z ramienia Uczelni byłem opiekunem
naukowym reprezentacji studentów na sympozjum w Bułgarii.
Na pokładzie samolotu przedstawiłem młodszemu
koledze Kułakowi studentkę, Elżbietę z Kliniki Dermatologii.
Miałem dobrą rękę, rok później bawiłem się na ich
ślubie, a małżeństwo to, obecnie profesorowie, dają liczący
się wkład w rozwój naszej Uczelni.


„Gdy poślubić masz Agatkę,
Załóż jej na głowę siatkę.
I czy zechce, czy też nie
Zrób porządne EEG”


W roku 1994 zostałem powołany na kierownika Kliniki
Neurologii Dziecięcej, którą stworzyliśmy od podstaw.
Panią Profesor Jankowicz opuszczałem z maszyną do pisania
pod pachą, jednym komputerem, ale przede wszystkim
w gronie moich wartościowych podopiecznych, którzy
specjalizowali się w neurologii, pediatrii i neurologii dziecięcej
oraz mieli otwarte doktoraty. To wtedy zaczęła się
nowa karta neuropediatrii białostockiej, którą do chwili
obecnej zapisujemy.


W strukturach Kliniki powołano Poradnia Neurologiczna,
Leczenia Padaczki, dwie Pracownie EEG, Pracownię
EEG Biofeedback, EMG i Potencjałów Wywołanych.
Pracownie analizy płynu mózgowo-rdzeniowego bariery
krew- mózg, farmakokinetyki leków przeciwpadaczkowych
z oznaczaniem ich stężenia w surowicy, ślinie, płynie
mózgowo-rdzeniowym, Gabinety psychologia i logopedy.
W 2004 roku Klinika Neurologii Dziecięcej została
przemianowana na Klinikę Neurologii i Rehabilitacji Dziecięcej,
która następnie dała podwaliny do zorganizowania
samodzielnego, nowoczesnego centrum rehabilitacji, kierowanego
przez Prof. Wojciecha Kułaka.


Organizując i rozwijając pracę w Klinice cały czas
kierowałem się zasadami, wśród których dobro pacjenta,
a także możliwość rozwoju osobistego, naukowego moich
współpracowników, były najważniejsze. Pamiętając o
pacjentach dążyłem do stworzenia takiego zespołu, który
mógłby holistycznie, kompleksowo analizować, badać
i leczyć naszych małych podopiecznych. Dlatego też na
obchodach klinicznych, od lat spotykamy się w szerokim
gronie specjalistów, jakimi są moi wychowankowie.
Pediatrzy, neurolodzy, neuropediatrzy, rehabilitanci,
elektrofizjolodzy, genetyk, psycholog, logopeda, zespół
pielęgniarski i pedagog. Bowiem uważam, że postawione
rozpoznanie, epikryza i karta informacyjna winna być
odbiciem wspólnej analizy pacjenta przez tak liczne grono
kompetentnych specjalistów.


Uczestnicząc w licznych spotkaniach i kongresach
pragnę wrócić pamięcią do naszego V Zjazdu Polskiego
Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, który odbył się
w czerwcu 2007 w Białymstoku. Dla organizatorów było
to duże wyzwanie logistyczne i naukowe. Staraliśmy się
zadbać o poziom i atrakcje, a jednocześnie przyjąć uczestników
w stronach słynnych z gościnności, a także z wielu
kultur i religii. I to nam się udało, chociaż nie wszystko do
końca można było przewidzieć.


W drukowanych przed samym otwarciem materiałach
zjazdowych edytorzy zamienili przy moim i Prof. Jóźwiaka
artykułach wstępnych nasze podobizny. Trzeba było w ciągu
kilku godzin wydrukować w Lublinie poprawione, nowe
materiały. I to jedynie mogło się udać naszemu niezawodnemu
przyjacielowi Janowi Słowińskiemu, który jest dobrym
duchem wydawnictwa „Neurologii Dziecięcej” od wielu lat.
Na zjeździe w Białymstoku, wśród licznych roboczych
atrakcji, zespół mój zaliczył również edycję gazety zjazdowej,
opracowanej i wydrukowanej w ciągu jednej nocy.
Podano tam aktualia kongresowe, ale również zdjęcia i
cenne tezy habilitacyjne nowych docentów: Barbary Steinborn,
Elżbiety Szczepanik, Małgorzaty Zgorzalewicz-Stachowiak,
Grażyny Hnatyszyn i Wojciecha Kułaka. Miałem
satysfakcję, ponieważ w dorobku niektórych z tych Kolegów
mam również swój osobisty wkład, zarówno jako
współautor, jak i recenzent habilitacji.

„Upływa szybko życie
Jak rzeka płynie czas
Za rok, za dwa, za tydzień…”


Minęło czterdzieści lat mojej pracy. Dużo wspomnień
i refleksji. Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Dziękując
za dotychczasową współpracę, nieśmiało liczę na
dalszą przychylność i zrozumienie.




Badania neuroelektrofizjologiczne, radiologiczne i histologiczne

Badania neuroelektrofizjologiczne, radiologiczne i histologiczne:

Badania laboratoryjne

Badania laboratoryjne

Profesor Wojciech Sobaniec – Wykaz publikacji

Profesor Wojciech Sobaniec – Wykaz publikacji

Patronat habilitacji

Patronat habilitacji

Promocja prac doktorskich

Promocja prac doktorskich

Techniki stosowane w doświadczalnych modelach zwierzęcych

Opublikowany przez Wojciech Sobaniec w O mnie • 2012-02-04 16:13:37
Tags: drgawkidrgawek
Techniki stosowane w doświadczalnych modelach zwierzęcych
Wpisy z miesięcy
Kategorie
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego